
Nie do końca zdawałem sobie sprawę, że już jestem słuchaczem studiów podyplomowych z zakresu polityki ochrony środowiska - kompensacji przyrodniczej. Dzisiaj z perspektywy tych niemalże trzech miesięcy zajęć nie żałuję, że skorzystałem z tej właśnie propozycji edukacyjnej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
Początkowo byłem pełen obaw - nowy kierunek, krzyk medialny wokół uczelni, a do tego uczulona na punkcie WSKSiM pani minister Barbara Kudrycka. Mimo to podjąłem to wyzwanie i myślę, że świetnie ulokowałem swój kapitał intelektualny.
Pierwsze wykłady, zajęcia na kierunku polityka ochrony środowiska - kompensacja przyrodnicza to doświadczenie poznania wybitnych profesorów, wykładowców, którzy nie wygłaszają do nas monologu ex cathedra, ale często prowokują i inicjują z nami dyskusje... a to o dyrektywie ptasiej, a to o dyrektywie habitatowej albo o wycenie zasobów przyrodniczych i ekologii.
Po uzupełnieniu wiadomości z podstaw teoretycznych przyszedł czas na konfrontację teorii z praktyką, a więc wyjazd na warsztaty terenowe. Po dokonaniu niezbędnych zakupów i potrzebnego sprzętu (czytaj: kaloszy) udaliśmy się na pierwsze miejsce naszej naukowej eksploracji, jakim był torfowiskowy rezerwat florystyczny Linje koło Dąbrowy Chełmińskiej. Tutaj, brnąc po kostki w wodzie, szukaliśmy osobliwości florystycznych. Ze względu na warunki hydrologiczne nie każdy był zainteresowany kompletnym przemoczeniem obuwia, ale w końcu wszyscy dali się ponieść entuzjazmowi i charyzmie profesora Kazimierza Tobolskiego, który z niezwykłą pasją prezentował nam kolejne gatunki roślin.
W dalszej części warsztatów wybraliśmy się w dolinę Dolnej Wisły, do rezerwatu roślinności kserotermicznej Zbocza Płutowskie koło Kiełpia i zamku w Świeciu - słynnego z noclegowni nietoperzy (mopka, gacka i nocka). W tych miejscach swoją klasę naukową i oratorską zaprezentowali dr Jarosław Pająkowski i mgr Renata Sobieralska. W wielkim skupieniu słuchaliśmy ich prelekcji przeplatanych dobiegającymi tu i ówdzie głosami ptaków, do których identyfikacji naukową perswazją "zmuszała" nas pani magister.
Po całodziennej penetracji naukowej ochłonęliśmy nieco w zagrodzie Towarzystwa Przyjaciół Dolnej Wisły w Grucznie, gdzie zwiedziliśmy stary młyn wodny z 1888 r., piece chlebowe, domy pszczół oraz barcie, podziwiając jednocześnie wielki potencjał naukowy i pełne zaangażowanie w ochronę przyrody dr. Pająkowskiego.
Niestety, zbliżała się godzina 20.00, a więc czas powrotu do Torunia, aby w niedzielę od samego rana skupić się na naukowych rozprawach o środowisku w czasie zajęć na uczelni. A podczas drogi powrotnej dało się słyszeć w autokarze głosy: "Szkoda, że dzień jest taki krótki"!
Sebastian Piecha,
student II roku politologii studiów II stopnia WSKSiM
"Nasz Dziennik" Środa, 28 maja 2008, Nr 123 (3140)
|